W starym (polskim) kinie (9) - „Wraki”
Każdy na jakieś mniej kub bardziej uzasadnione lęki, które nie wiedzieć czemu towarzyszą nam przez całe życie. W moim przypadku to strach przed utonięciem, przed głęboką wodą. Psychoanalityk tudzież specjalista od wędrówki dusz pewnie uzasadniłby to moim któryś poprzednim życiem w którym się utopiłem, albo ktoś mnie utopił. Zostawmy to wszakże im, a mnie przypomniał się stary polski film z 1956 roku „Wraki”, w którym napięcie z tegoż to powodu mógłbym jedynie porównać z tym aplikowanym mi później w dobrych filmach akcji. Tak się składa, że to już drugi film Czesława Petelskiego o jakim piszę w tym cyklu i dzieje się tak bynajmniej nie dlatego, że uważam go za genialnego reżysera. Petelski, który tym razem – podobnie jak we wszystkich pozostałych swoich filmach – korzystał ze współpracy swojej żony Ewy – nie umywał się do talentu Wajdy, Munka czy Kawalerowicza, ale był niewątpliwie sprawnym twórcą i świetnym manipulatorem co w świecie PRL-u było zawsze wysoko cenione. Ogóln...