Posty

Obraz
  Półkowniki Ciekawym ale i w jakimś sensie tragicznym epizodem w historii polskiego kina było coś co określa się dzisiaj mianem „półkowników”. Nie, to nie jest błąd ortograficzny bowiem słowo to nie odnosi się do stopnia wojskowego, a do półki na którą odstawiano filmy, co do których cenzura, albo raczej kierujące nią władze PRL-u miały zastrzeżenia. Jak to było możliwe by film sfinansowany, z wcale nie małych państwowych pieniędzy zakazywano pokazywać w państwowych (innych nie było) kinach – tego pewnie nie do końca zrozumiemy. Jak zresztą wielu innych paradoksów, które stawały się „normalnością” w socjalistycznej ojczyźnie. Spróbujmy jednak nieco przybliżyć kulisy owego zjawiska. Zacznijmy od tego, że w tamtej Polsce nie było filmów które powstawałyby poza kontrolą państwa. To właśnie państwo sprawowało monopol nad ich produkcją, dystrybucją oraz wyświetlaniem. Gęste sito kontroli państwowej ingerowało w każdą fazę realizacji filmu. Najpierw więc sam pomysł, a później scenar...
Obraz
  Ołowiane dzieci Netflix co i rusz raczy nas serialami w których tłem jest Polska i choć adresatem nie jest bynajmniej tylko polski widz, w klasyfikacji popularności, dla przykładu w Kanadzie, seriale te mają wysokie wskaźniki oglądalności. Przypomnę, że nie tak dawno śmialiśmy się z historycznej satyry „1670”, nieco później przybliżono nam tragedię promu Heweliusz, a ostatnio pojawiły się „Ołowiane dzieci” (Lead Children), o którym to serialu chciałbym teraz parę słów napisać. Tak się składa, że żyjąc w Polsce mieszkałem w pobliżu Śląska, a tak w ogóle miałem tam także rodzinne powiązania więc był to region bliski memu sercu. Nie zapomnę zwłaszcza jednego komentarza odnoszącego się do tamtejszego klimatu: „Śląsk to takie miejsce, gdzie widać powietrze”. Oczywiście była to metafora bo choć tego powietrza w rzeczy samej nie było widać, to niewątpliwie czuło się jego zapach, nie mówiąc już o tym, że spadający śnieg miał tam rzadko białą barwę. Nikt wtedy nie zawracał sobie gło...
Obraz
ANNIVERSARY Dla wyjaśnienia: „dystopia” według Google to „ literacka lub filmowa wizja przyszłości przedstawiająca społeczeństwo odznaczające się skrajną beznadzieją, terrorem, opresyjną władzą i upadkiem wartości . Jest to przeciwieństwo utopii, prezentujące czarny, pesymistyczny obraz świata, który często stanowi krytykę współczesnych tendencji społecznych, politycznych czy technologicznych”. Sporo o tym było w film ach , poczynając od „Metropolis”, poprzez „12 Monkeys”, „Blade Runner”, „Brazil”, „The Hunger Games”, „I, Robot”, „Minority Report”, „Seksmisję” Juliusza Machulskiego aż oczywiście po klasyk będący ekranizacją powieści Orwella „1984”. Ta ostatnia bez wątpienia najbardziej przemawia do naszej wyobraźni, choć jeśli już jesteśmy przy dystopijnej literaturze nie sposób także nie wspomnieć o „ Fahrenheit 451” Rey’a Bradbury, „Brave New World” ( polskie tłumaczenie to „ Nowy wspaniały świat”) Aldousa Huxleya, czy „The Handmaid’s Tale” („Opowieść podręcznej”) Margaret Atwo...
Obraz
  Zero Day 6 odcinków, każdy mniej więcej po godzinie to diabelnie mało by opowiedzieć o czymś co niebawem może się stać naszą rzeczywistością, a co w sumie zakrawałoby na koniec świata w jakim obecnie żyjemy. Imaginujmy sobie sytuację kiedy ktoś, albo grupa ludzi opętanych ideą bezgranicznej władzy postanawia postraszyć obywateli po czym owo straszenie wymyka się im spod kontroli. To dobry scenariusz na horror. Sęk jednak w tym, że to może się zdarzyć, a być może już się zdarza. Wszak na co dzień doświadczamy uroków sztucznej inteligencji, która coraz śmielej wkracza do naszego życia. To dobrze, bo nam łatwiej poruszać się w tym skomplikowanym świecie nawet jeśli nie ogarniamy wszystkich niuansów z nią związanych. Gorzej natomiast, gdy ci, którzy je lepiej ogarniają mają cechy psychopatów i pragną czegoś więcej niż przysłużyć się nam, prostym zjadaczom chleba. O tym właśnie jest najnowszy serial Netflixa „Zero Day”, lub jak kto woli – „Dzień Zero”. Wbrew opiniom wielu recenze...
Obraz
  A Real Pain Gdy tworzyłem ten blog, nie zamierzałem pisać o filmach niepolskich. I pewnie wytrwałbym w tym zamierzeniu gdyby nie obraz amerykańskiego reżysera i aktora Jesse Eisenberga nazwanym przez niego „A Real Pain” (w dowolnym tłumaczeniu „Prawdziwy ból”). Rzecz w tym, że sporo w nim o Polsce, a dokładniej rzecz ujmując tylko o Polsce, choć widzianej i komentowanej bynajmniej nie przez Polaków. W skali hollywoodzkiej „A Real Pain” to film „mały”, niskobudżetowy, z przeznaczeniem dla niewielkiej liczby widzów. Nie jest jednak filmem byle jakim, ma zacięcie artystyczne, mnóstwo podtekstów i jak dotąd zebrał sporo pozytywnych opinii. Przyjrzyjmy się więc kto i dlaczego odczuwa prawdziwy ból i czy warto było pokazywać to na dużym ekranie. Bohaterami są tutaj kuzyni David i Benji Kaplan, którzy mają polskie albo raczej polsko-żydowskie korzenie bowiem ich babcia mieszkała przed wojną w naszym kraju. Nie wiemy jakie były wojenne losy babci, istotne jest to, że w końcu traf...
Obraz
Kulej. Dwie strony medalu Mogło by się wydawać, że sport, albo raczej sportowcy to wdzięczny temat dla twórców X Muzy. Z pewnością dobrze wykorzystuje go film dokumentalny, ale jeśli chodzi o fabułę to już nie jest tak różowo. Podobnie rzecz się ma w naszej, rodzimej kinematografii. Na palcach jednej ręki można wyliczyć filmy, które zachwyciły widzów natomiast dużo więcej jest takich, które nudziły, nie bawiły albo wręcz nie warte były kupienia biletu do kina.  W rankingu najlepszych polskich filmów o sporcie najwyżej plasuje się „Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego. Jest to historia życia Jerzego Górskiego, który wbrew wszelkim przeciwnościom losu został mistrzem świata w podwójnym triatlonie. W pierwszej dziesiątce znalazły się też obrazy z epoki PRL-owskiego kina: „Jutro Meksyk” (1965), „Piłkarski poker” (1988), „Bokser” (1966), zaś pozostałe miejsca zajęły dokumenty.  Potwierdzałoby to moją tezę, że temat sportu nie należy do najwdzięczniejszych, co oczywiście dzi...

Czerwone Maki

Obraz
  Czerwone Maki Długo zbierałem się w sobie by coś napisać o tym filmie bo, jakby nie patrzeć, pisanie o filmach to przecież moje trochę więcej niż hobby. A jednak ilekroć zasiadałem przy komputerze uprzednio wypiwszy kilka kaw, moja wena pękała niczym bańka mydlana. Działo się tak, jak sądzę, dlatego, że film Krzysztofa Łukasiewicza nie jest wybitnym filmem, a może nawet jest wręcz kiepskim filmem, co jak gdyby obligowałoby mnie do surowej krytyki obrazu, który dotyczy zdarzeń dla mnie osobiście ogromnie ważnych. Powód nie jest banalny. Otóż poznałem w Kanadzie wielu byłych żołnierzy 2 Korpusu, a kilku z nich stało się moimi bliskimi przyjaciółmi. Wspólnie z nimi kilkakrotnie brałem udział w rocznicowych obchodach Bitwy, właśnie tam – na Wzgórzu. Wielokrotnie próbowałem nakłaniać ich do wojennych opowieści ale, jak jeden mąż, delikatnie odmawiali. Dziwiłem się temu dopóty dopóki nie zrozumiałem czym jest tzw. PTSD (Post-traumatic stress disorder). Przywoływanie wspomnień kojarz...