IO Są takie filmy, którymi w pierwszym oglądzie trudno się zachwycić. Są, mówiąc trywialnie, albo za trudne, nie do końca zrozumiałe albo wręcz nudne. Refleksja przychodzi później, szczególnie gdy film wszczepi nam pewien niepokój, gdy zaczynamy się zastanawiać o czym tak naprawdę film ten traktuje. Takim właśnie, w moim przekonaniu, jest najnowszy film Jerzego Skolimowskiego. IO to imię głównej postaci którą jest osiołek, nazwany tak pewnie dlatego, że wydawane przez niego dźwięki przypominają owe „iiiio”. Wielbiciele Kubusia Puchatka pamiętają zapewne osła Kłapouchego zwanego w angielskim wydaniu Eeyorem, który pewnie w jakimś stopniu zainspirował imię naszego bohatera. Świat widziany oczami osiołka już w samym założeniu nie wydaje się być tematem dla dorosłych widzów i muszę się przyznać, że z pewną dozą sceptycyzmu zacząłem oglądać ten film. Dzisiaj, kilka dni po wyjściu z kina mam jednak inne odczucia i zupełnie nie dziwi mnie to, że „IO” dostał nominację do Oscara. IO byna...