Zielona granica
Zielona granica Po raz pierwszy w życiu, po uprzednim zrecenzowaniu setek filmów patrzyłem na ten obraz Agnieszki Holland oczami nie tyle bywalca kina, co emigranta. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że porównywanie tego co spotkało mnie 45 lat temu z tym co przeżywają bohaterowie „Zielonej granicy” jest obrazoburcze, a może nawet nieprzyzwoite. W końcu i na szczęście nie musiałem forsować zasieków na granicy, a kwarantanna w obozie dla uchodźców w Traiskirchen była raczej przygodą niż udręką (choć i tam nie brakowało dramatycznych chwil). A jednak emocje jakie ten film wyzwolił we mnie są na tyle niezwykłe, że warto jest je przelać na papier, co niniejszym czynię. Holland, niekwestionowanie jedna z najwybitniejszych postaci polskiego kina, wywołała swoim filmem prawdziwą medialną burzę, nie mówiąc o tym, że przyczyniła się do jeszcze większej polaryzacji i tak już skłóconych rodaków. Atakowało ją zwłaszcza prawe skrzydło polskiej sceny politycznej, nie wyłączając Ministr...