Jerzy Stuhr 1947 - 2024
Pisać o kimś kto właśnie odszedł na zawsze nie jest łatwo. Cokolwiek by się nie napisało to może wybrzmieć pretensjonalnie, może nawet banalnie, a przecież nie takie są intencje piszącego. O Jerzym Stuhrze powstaną pewnie (o ile jeszcze nie powstały) tomy biografii, skrupulatnych analiz jego aktorstwa, wspomnień tych, którzy mieli tę niezwykłą szansę spędzenia z nim choćby paru chwil życia. Zaliczam się do grona tych szczęśliwców ale nie śmiem przypominać Państwu kim był Jerzy Stuhr, na czym polegał kunszt jego sztuki aktorskiej, także reżyserskiej, pedagogicznej oraz pisania scenariuszy. Wszędzie tam gdzie był i tworzył objawiał nieprzeciętny talent, stawał się artystą kompletnym, ale też przez swoją niezwykłość jak gdyby nie przystający do swojej epoki. Trwała ona wystarczająco długo (dokładnie 53 lata) by lista jego osiągnięć prezentowała się zgoła imponująco, ale to co uderzało w geniuszu aktorskim Stuhra najbardziej to naturalność jego gry, lekkość z pogranicza niemal „naturszczyka” wsparta wszakże jego fenomenalną techniką. To były czasy gdy w siermiężnej Polsce zachwycaliśmy się kreacjami Brando, De Niro czy Pacino i z pewnością podziwiał ich także Stuhr, bo przecież on nigdy nie ukrywał, że System (Szkoła) Stanisławskiego, czy później Lee Strasberga na których oni bazowali były także bliskie jemu. O tym również mówił mi Jerzy Stuhr w trakcie wywiadu jaki lata temu przeprowadziłem z nim kiedy bawił w Toronto ze swoim monodramem „Kontrabasista”.
Nie była to jedyna interakcja jaką miałem z aktorem. Dzisiaj zabrzmi to bardziej jak żart, ale nie mogę nie wspomnieć początku lat 70-tych kiedy to jako bramkarz w klubie studenckim Nowy Żaczek zabezpieczałem występy Stuhra i Sobczuka w programie „Spotkania z balladą”, a na koniec wieczoru zawsze była okazja porozmawiania o filmie, o teatrze, o sztuce w ogóle. Kto mógł wtedy przypuszczać, że to właśnie ten program stanie się katapultą do jego dalszej kariery… Nie będę o niej pisał gdyż daleko lepiej uczynią to inni, również ci piszący na ten temat doktorskie dysertacje.
Ja natomiast w ramach swojego bloga proponuję Państwu odsłuchanie wspomnianej rozmowy z Jerzym Stuhrem z 1991 roku. Pomimo upływu tylu lat ciągle wydaje się ona aktualna.

Komentarze
Prześlij komentarz