Ołowiane dzieci
Netflix co i rusz raczy nas serialami w których tłem jest Polska i choć adresatem nie jest bynajmniej tylko polski widz, w klasyfikacji popularności, dla przykładu w Kanadzie, seriale te mają wysokie wskaźniki oglądalności. Przypomnę, że nie tak dawno śmialiśmy się z historycznej satyry „1670”, nieco później przybliżono nam tragedię promu Heweliusz, a ostatnio pojawiły się „Ołowiane dzieci” (Lead Children), o którym to serialu chciałbym teraz parę słów napisać.
Tak się składa, że żyjąc w Polsce mieszkałem w pobliżu Śląska, a tak w ogóle miałem tam także rodzinne powiązania więc był to region bliski memu sercu. Nie zapomnę zwłaszcza jednego komentarza odnoszącego się do tamtejszego klimatu: „Śląsk to takie miejsce, gdzie widać powietrze”. Oczywiście była to metafora bo choć tego powietrza w rzeczy samej nie było widać, to niewątpliwie czuło się jego zapach, nie mówiąc już o tym, że spadający śnieg miał tam rzadko białą barwę.
Nikt wtedy nie zawracał sobie głowy wskaźnikami czystości atmosfery, a tym bardziej ubocznymi skutkami wdychanego powietrza, które oględnie mówiąc nie było najlepszej jakości. Nie mogło być inaczej skoro na tak małej przestrzeni istniało mnóstwo hut, kopalni, dymiących hałd itp. Pojęcie „ochrona środowiska” było czystą abstrakcją, a w dodatku jakakolwiek prewencja zmuszałaby do obniżenia wydajności i tak przestarzałych zakładów na co nikt z partyjnych włodarzy Śląska nie mógł sobie pozwolić. Początek lat 70-tych ubiegłego wieku to na Śląsku prawdopodobnie apogeum trujących wyziewów. Polska gospodarka pod rządami Edwarda Gierka, też zresztą wywodzącego się stamtąd, robiła bokami, a Śląsk mający spory udział w jej wspomaganiu musiał produkować na pełnych obrotach. Huta Metali Nieżelaznych w Szopienicach koło Katowic była ważnym ogniwem w owej produkcji bo dostarczała na rynek dewizowe metale typu miedź, mosiądz, cynk i ołów. Ten ostatni jest jak wiadomo wysoce toksyczny i jeśli w jakiś sposób przeniknie do organizmów ludzi może powodować straszną chorobę zwaną ołowicą. Szczególnie podatne na nią są dzieci przy czym nierozpoznanie jej i co za tym idzie nie leczenie może prowadzić do katastrofalnych zmian w organizmie ze zgonem włącznie. Sęk w tym, że objawów choroby u dzieci z okolic Szopienic nikt nie chciał rozpoznać bo po pierwsze trzeba by było albo uruchomić filtry spowalniające produkcję, albo w ogóle zamknąć hutę (co nie wchodziło w rachubę), albo wreszcie przemieścić wszystkich zagrożonych w bezpieczne miejsce. I o to właśnie zaczęła swoją batalię lekarka z miejscowej przychodni zwana tutaj doktórką.
Jolanta Wadowska-Król nie miała wątpliwości na co chorują dzieci z Szopienic i postanowiła przekonać kilka wpływowych osób by ratować to co nieuchronnie zmierzało do tragedii. A więc przede wszystkim była to ordynator dziecięcego szpitala profesor Bożena Hager-Małecka oraz ówczesny wojewoda katowicki Jerzy Ziętek. Jej starania torpedował wojewódzki sekretarz partii Zdzisław Grudzień, karierowicz i niebywała kanalia.
Nie zdradzę Państwu jak poradziła sobie bohaterska doktórka – to trzeba koniecznie zobaczyć w serialu. Powstał on (6 odcinków)w oparciu o książkę Michała Jędryki „Ołowiane dzieci” a jego reżyserem jest Maciej Pieprzyca. Nie jest to dokument więc szereg detali musiało zostać zmienione (w czołówce zaznacza się, że nie wszystkie fakty są prawdziwe). Przede wszystkim Hager-Małecka nazywa się tutaj Berger (co wzbudziło nawiasem mówiąc sporo pretensji, zwłaszcza ze strony jej rodziny). Ponadto, dla wzbogacenia akcji perypetie lekarki rozgrywają się w przededniu wizyty Breżniewa (faktycznie odwiedził on Śląsk w 1974 roku), a to – wiadomo – oznaczało niebywałą panikę i zarazem ogromną mobilizację władz. Zupełnie fikcyjną postacią jest natomiast oficer SB niejaki Niedziela. Jego obecność jest w jakimś sensie symboliczna, bo to, że poczynaniom Wadowskiej-Król przyglądała się esbecja nie ulega wątpliwości.
Bezspornym atutem serialu Pieprzycy jest obsada aktorska. Główną rolę zagrała, zresztą fenomenalnie, nasza dzisiaj najbardziej eksportowa gwiazda Joanna Kulig, a partnerują jej Kinga Preis (Wiesława Wilczek – jedna z prawdziwych postaci), Agata Kulesza (profesor Berger), Marian Dziędziel (Jerzy Ziętek), Zbigniew Zamachowski (Zdzisław Grudzień), Michał Żurawski (Niedziela).
To, co w tym serialu musi imponować to znakomite oddanie realiów tamtej Polski. Dla wszystkich, którzy nie mają pojęcia jak wtedy było, to doskonała lekcja historii. Bo dzisiaj naprawdę trudno uwierzyć w skalę zakłamania, manipulacji, zwykłego draństwa jakim byliśmy karmieni. Oglądnijmy ten serial w skupieniu, najlepiej w towarzystwie osób, które chciałyby się dowiedzieć jak dawniej w tej Polsce bywało.

Świetna recenzja Janusz! Budujące jest ze i tym razem (choć po latach) prawda zwycięża.
OdpowiedzUsuń